21 marca 2017

Turystyka piesza

Miejscowość Frydman leży na Polskim Spiszu, a ściślej w Pieninach Spiskich. Niby w górach (co prawda jest nimi otoczona z 3 stron), a na płaskim, niczym stołowym blacie, po którym nader często hula wiatr (kraniec Kotliny Orawsko- Podhalańskiej). W „matce” wszystkich przewodników ( z tego regionu) tj. „Pieniny” – J. Nyki ( wszystkie późniejsze to tylko kompilacje wyżej wymienionego – wzbogacone o mniej lub bardziej rzeczowe aktualizacje) autor Pieninom Spiskim poświęca raptem około 16 stron. Przecież Pieniny to Trzy Korony, Sokolica, Przełom; no ewentualnie Pieniny Małe z Wysoką, a to jakieś małe pasmo na uboczu.

Miejscowość broni się obecnością zabytków (zwłaszcza kościół) o dużej wartości historycznej i estetycznej, szczegółowo ostatnimi czasy spopularyzowanymi (publikacje) na fali okrągłego jubileuszu pierwszych zaistniałych wzmianek pisanych (vide dział historia). I na tym można by poprzestać. Jeżeli jednak przyjmiemy Frydman jako centrum wypadowe po okolicy ( dalszej i bliższej), punkt widzenia zmienia się na korzyść. Walorem jest to, że Frydman to spokojna letniskowa miejscowość, która paradoksalnie, dzięki, co prawda, mocno kontrowersyjnej budowie zapory – zwłaszcza jej oddziaływaniu na walory krajobrazowo-przyrodnicze zyskała trzy ważne cywilizacyjne elementy w nowoczesnym funkcjonowaniu miejscowości: sieć wodociągową, sieć kanalizacyjną z własną oczyszczalnią oraz drogę potocznie zwaną u nas „nowom drogom”, spełniającą wymogi, było nie było obwodnicy. Coś w co nawet duże ośrodki miejskie inwestują niemałe środki. Praktycznie wiąże się to z faktem, że cały ruch tranzytowy a zwłaszcza turystyczno- zakupowy (z naciskiem na drugi człon) naszych granicznych sąsiadów mija bezkolizyjnie miejscowość.

Po tym przydługim wprowadzeniu, można  z powrotem wrócić do założenia, iż Frydman jako punkt centralny, to doskonała baza wypadowa ( także w oparciu o prężnie rozwijającą się bazę noclegową) do szeroko pojętej rekreacji i tzw. aktywnego wypoczynku w oparciu o wycieczki piesze, rowerowe czy inne formy aktywności.

Szlaki turystyczne w obrębie Frydmana ograniczają się do odcinka szlaku czerwonego biegnącego masywem Zoru  – 883 m n.p.m ( w literaturze Żar, ewentualnie, aczkolwiek błędnie, Branisko) czyli centralnie przez Pieniny Spiskie. Szlak powyższy jest większym założeniem z poprzedniej epoki, masowego ruchu turystycznego PTTK. Oficjalna  jego nazwa to – „Szlak wolnościowy imienia Kostki Napierskiego”. Początek ma przy siedzibie Muzeum Powstania Chochołowskiego („poruseństwa”) w centrum Chochołowa, skąd grzbietami biegnie na przestrzał przez Podhale, Spisz do zamku czorsztyńskiego. W pierwotnym założeniu jego przesłanie to gloryfikacja walki wyzwoleńczej ludu góralskiego z pańskim uciskiem zgodnie z ideowymi realiami Polski Ludowej, natomiast Kostka Napierski –  budziciel i wyzwoliciel górali spod wyzysku szlachty, obecnie postrzegany jest jako agitator Chmielnickiego, którego rola polegała na wywołaniu powstania na zapleczu państwa zmagającego się z kozacką rewoltą. Ot historia zatoczyła koło.

Obecnie szlak stracił dużo ze swego pierwotnego uroku. Na skutek „agresywnie” postępującej urbanizacji (także turystyka sportów zimowych – „około wyciągowych”) wiele pododcinków prowadzi asfaltem w terenie zabudowanym, zwłaszcza na Podhalu. Skutkiem powyższego szlak „połamał się” na kilka odcinków, które mogą być atrakcyjne (ze względu na swe walory) dla pieszych wędrowców. Odcinek biegnący nad Frydmanem jest właśnie jednym z tych ciekawych etapów (za interesująca nas część można przyjąć odcinek od Dursztyna po Falsztyn, a następnie docelowo biegnący do Niedzicy-Zamek). Z Frydmana co prawda nie prowadzi żaden wyznaczony odcinek łącznikowy, to w większości przewodników ( najlepiej J. Nyka „Pieniny”,  S. Figiel „Polski Spisz”) trasa jest dobrze opisana z uwzględnieniem charakterystycznych obiektów terenowych.

W każdym razie, na ten moment, w paru słowach, wariant ten prowadzi z miejscowości ulicą Sobieskiego w kierunku południowym, lokalnymi drogami, lasem aż do osiągnięcia linii grzbietowej, do ścieżki oznaczonej czerwonymi znakami. Każdy, kto dysponuje mapami powyższego terenu (najlepsze to „25-tki”) jak i powszechnie dostępnymi w telefonii komórkowej aplikacjami map satelitarnych, może w dowolny sposób modyfikować warianty wycieczki, w zależności od czasu i sił. Uczciwie trzeba też zaznaczyć, że mimo, iż podejście z Frydmana jest krótkie ( według „książkowych” wariantów do 1,5 godz.), na finiszu jest mocno uciążliwe ( różnica wysokości: Frydman – 530m n.p.m, kopuła Zoru 883m n.p.m). W nagrodę uzyskane „wywyższenie” odpłaca nam w dwójnasób szeroką perspektywą widokową: Gorce – od Turbacza po dominujący Lubań; częściowo Pieniny, Magura Spiska i oczywiście Tatry –  (które są niewidoczne z Frydmana ze względu na masyw Zoru) od Bielskich po Wysokie. Jak już kilkakrotnie nadmieniono ilość wariantów dołączenia do szlaku zależy tylko od inwencji turysty. Jeśli nie chcemy szybko dołączyć na „kreskę”, można „meandrować” polnymi drogami poprzez lokalne wzgórza  („Lymryk”, „Średnia Góra”) do granicy lasu i próbować się wspiąć z okolic Dursztyna. Ten sam wariant można zrobić (najszybciej), korzystając z samochodu czyli szosą przez Krempachy do Dursztyna. Start z „Jurgowskich Stajni”, w górę czerwonym szlakiem; lub też busem do Krempach i dalej pieszo – nie trzeba wracać z powrotem do samochodu.

Po osiągnięciu „wysokości” szlak biegnie generalnie równo po poziomicy i wycieczka staje się bardzo przyjemna. Dookoła towarzyszą nam lasy świerkowe, choć w wielu miejscach są liczne wylesienia, zwłaszcza po północnej stronie; rekompensatą są panoramy widokowe. Pierwotnie rosły tu buki, (jak to ma miejsce w Gorcach) w czasach austro-węgierskich poddane masowemu wyrębowi, a wprowadzona na to miejsce świerczyna, co prawda szybko rosła, ale nie podołała wymogom klimatu (świerk tyrolski) i inwazji żarłocznych owadów.

Do szlaku przylgnęła łatka zaniedbanego i opuszczonego. Mimo to, (fakt potwierdzony) w sezonie cieszy się on sporą frekwencją zadowolonych turystów przemierzających trasę od Niedzicy do Dursztyna , czy też na odwrót lub w różnych innych kombinacjach z podejściami. Piękne widoki, możliwość zapalenia ogniska (zasadniczo brak jakichkolwiek zakazów) czynią tę trasę atrakcyjną; bogata też jest szata roślinna, można spotkać mieszkańców lasu. Za ciekawostkę można uznać także niewielką jaskinię  w kopule szczytowej Zoru, w pobliżu ścieżki. Obiekt w niedawnym czasie oczyszczony z wtórnego zasypu. Jest to prosta formacja szczelinowa z długim kominem (wylot obok szlaku) i niewielką zaciemnioną grotą. Dawniej krążyły legendy o skarbach Janosika ukrytych na Zorze ( tekst  M. Balara); a że, w każdej bajce jest ziarnko prawdy, okazało się, iż faktycznie, co prawda mocno zaniesiona rumoszem, gałęziami, liśćmi dziura ma tam swoją lokalizację. Wlot szybu do jaskini znajduje się praktycznie przy samej ścieżce. Rozglądając się i podziwiając widoki, należy zachować ostrożność, w tym  też celu postawiono tabliczkę: „Dziura Mutiego. Uwaga wlot!”. Przy uważnym zejściu, od strony północnej można dostać się do jamy, światło  nie jest potrzebne (a w zasadzie każdy ma przy sobie  aparat komórkowy …)

Obiekt ten nie figuruje na żadnej mapie i jest swoistym novum w terenie ( powyższy opis jest w zasadzie pierwszą wzmianką po „reaktywacji dziury”). Po przejściu pasma w kierunku Falsztyna szlak prowadzi na szerokie łąki, idąc na południe można natknąć się na prywatną hodowlę danieli. Jeśli nie wracamy do Frydmana, kontynuujemy równie atrakcyjną trasę do zamku w miejscowości Niedzica Zamek. Przeciętnie przejście z Dursztyna do Niedzicy to czas około 4 godzin. Z racji, że wszędzie jest blisko do cywilizacji, można dowolnie sobie modulować trasę, w zależności od potrzeb, schodząc do kolejnych miejscowości w dolinach tj. Do Łapsz Wyżnych, Niżnych czy też Niedzicy. Szlak ten cenią sobie też cykliści, zwłaszcza podjazdy od południa są stosunkowo łagodne. Niestety, pasma Zoru nie ominęła też plaga motocyklistów („crossowców”), którzy, (co prawda szlak jest dla turystyki pieszej) hasają na swych ryczących maszynach, sypiąc żwirem i błotem na wszystkie strony. Jest ich na szczęście znacznie mniej niż choćby w Gorcach czy Beskidzie Sądeckim.

K-u.

Page generated in 0,602 seconds. Stats plugin by www.blog.ca